Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozterki

    Autor: Jerzy Cierpiatka

    2007-05-26, Aktualizacja: 2007-05-26 07:32 źródło: Polska Gazeta Krakowska

    "Gdzie jest Andrea Pirlo?" - sensownie pytał Fritz von Thurn und Taxis. Pochodzący ze słynnej rodziny austriacki komentator ekskluzywnej stacji "Premiere" długo nie mógł dostrzec przy ogarnianiu planu sytuacyjnego ...

    "Gdzie jest Andrea Pirlo?" - sensownie pytał Fritz von Thurn und Taxis. Pochodzący ze słynnej rodziny austriacki komentator ekskluzywnej stacji "Premiere" długo nie mógł dostrzec przy ogarnianiu planu sytuacyjnego sylwetki głównego reżysera Milanu. Boiskowa zguba znalazła się dopiero tuż przed pauzą meczu w Atenach. Ricardo Kaka sprowokował podyktowanie rzutu wolnego, Pirlo z pozoru niegroźnie strzelił na bramkę Pepe Reiny, a Pippo Inzaghi udowodnił, że wpisu na listę snajperów można dokonywać również ramieniem.


    W tych dziwnych okolicznościach stała się sprawa najważniejsza dla przebiegu meczu, który wbrew powszechnym oczekiwaniom nie zapisze się złotymi zgłoskami w annałach Champions League. AC Milan niemal darmo zyskał w ułamku sekundy to wszystko, co FC Liverpool stracił po trzech kwadransach boiskowej harówki. Z czystego przypadku zrodził się nowy układ sił, którego "The Reds" już nie byli w stanie odmienić. AC Milan w przeszłości częstokroć demonstrował wielką klasę. W 1963 na Wembley, przeciwko lizbońskiej Benfice, jak natchniony zagrał brazylijski Włoch, Jose Altafini. Sześć lat później, kosztem bezradnej defensywy Ajaxu Amsterdam, święto konia miał Pierino Prati. Po dwóch następnych dekadach została rozstrzelana bukareszteńska Steaua, na duet Marco van Basten - Ruud Gullit nie było wówczas mocnych. A wręcz genialnie została rozegrana w 1994 konfrontacja z Barceloną, której upokorzenia dopełnił Marcel Desailly. Finałowych triumfów Milanu w PE i LM było więcej, lecz tylko te przypomniane powyżej spełniały warunek niezmiernie istotny dla publiczności. Chodzi o wysoki standard widowiska spinającego klamrą cały sezon. A tego mi niestety zabrakło w środowy wieczór. W przeciwieństwie do bezdyskusyjnie znakomitych występów Milanu w rewanżach przeciwko Bayernowi, a zwłaszcza Manchesterowi United. Końcowy wynik naturalnie rozgrzesza zwycięzców. Czy jednak na pewno należy przejść do porządku dziennego nad ostatnim sukcesem drużyny Carlo Ancelottiego? Mam w tej mierze poważne wątpliwości. Choćby z tego powodu, iż nie przypominam sobie, aby wcześniej przydarzyło się Milanowi popełnienie tylu koszmarnych błędów w defensywie. Tę rywalizację bez wątpienia "wygrał" Marek Jankulowski, ale konkurencja też nie próżnowała (przykładowo Gennaro Gattuso, gdy otworzył drogę do własnej bramki dla Stevena Gerrarda). Poniesienie minimalnej, zresztą mało istotnej straty, należy w tej sytuacji przypisać kiepskiej skuteczności Liverpoolu, a nie zwyczajowej perfekcji Milanu w sztuce obronnej. Bo od tej reguły zaistniał w Atenach mało chwalebny wyjątek, choć akurat nie zakończony katastrofą. Czy jednak winą milanistów było to, że zazwyczaj kapitalnie czytający grę Rafa Benitez wpadnie na pomysł, aby przeziębić Petera Croucha?

    Sonda

    Czy podoba Ci się pomysł wprowadzenia mundurków szkolnych?

    • tak (51%)
    • nie (47%)
    • nie mam zdania (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.