Większość ekonomistów prognozuje, że inflacja roczna spadła w lipcu do 3,4 proc., z 3,5 proc. w czerwcu. - W skali miesiąca niewykluczona jest nawet deflacja o 0,1 proc.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Większość ekonomistów prognozuje, że inflacja roczna spadła w lipcu do 3,4 proc., z 3,5 proc. w czerwcu. - W skali miesiąca niewykluczona jest nawet deflacja o 0,1 proc., głównie za sprawą taniejącej sezonowo żywności, a także znaczącego spadku cen odzieży i obuwia - uważa Marta Petka, analityk Raiffeisen Banku. Dziś po południu GUS poda dane o inflacji.


Ten korzystny dla kieszeni Polaków trend utrzyma się w najbliższych miesiącach. Prawdopodobnie już w październiku inflacja spadnie nawet do 3 proc., a w przyszłym roku spodziewane jest nawet osiągnięcie poziomu 2,2 proc., czyli w granicach celu inflacyjnego - uważają analitycy BPH.
To oznacza znaczne wyhamowanie dotychczasowego szybkiego tempa wzrostu cen konsumpcyjnych. Przypomnijmy, że jeszcze na początku roku ceny z miesiąca na miesiąc rosły w tempie nawet 0,7 proc., w efekcie czego np. w kwietniu wskaźnik inflacji rocznej wynosił 4 proc. - sprawił to m.in. drożejący złoty, który wywindował ceny artykułów importowanych oraz wzrost cen energii, w wyniku czego znacząco podrożały m.in. koszty utrzymania mieszkań.

Co może potanieć? Już teraz mniej niż przed rokiem płacimy za odzież i obuwie, na przykład w czerwcu ich ceny były aż o 8,1 proc. niższe. - W kolejnych miesiącach spodziewamy się stabilizacji cen konsumpcyjnych, szczególnie cen usług. Spadający popyt sprawi, że nie będzie podstaw do wzrostu cen związanych z rekreacją i kulturą, edukacją czy też w restauracjach i hotelach - uważa Maja Goetig, analityk BPH. Nie powinna drożeć także żywność. - Na światowych rynkach ceny artykułów rolnych stabilizują się. Światowi analitycy uważają, że jeżeli nie dojdzie do nieprzewidzianych wydarzeń, to ceny żywności powinny utrzymać się na stabilnym poziomie. W Polsce będzie to sprzyjać utrzymaniu inflacji na niskim poziomie - dodaje Maja Goetig.

Niskiej inflacji sprzyjać będzie także dalsze spodziewane umacnianie się złotego. Kurs euro spadł w ciągu ostatniego pół roku o kilkanaście procent: jeszcze w lutym średnio płacono za nie 4,64 zł, w lipcu - już tylko 4,15 zł. Analitycy są zgodni: mimo chwilowych wahań kursowych w dłuższej perspektywie czasowej złoty będzie się umacniał. Na przykład zdaniem ekspertów Raiffeisen Banku w pierwszym kwartale za euro będziemy płacić już tylko 3,8 zł. Podobnego dobrego zdania o kondycji polskiej waluty są inni analitycy, zwłaszcza po wczorajszych dobrych danych NBP o saldzie rachunku bieżącego naszego kraju: czerwiec był piątym z kolei miesiącem, kiedy było ono dodatnie.

- Od trzech miesięcy obserwuje się m.in. spore dodatnie saldo inwestycji portfelowych. Świadczy to o tym, że inwestorzy zagraniczni coraz chętniej kupują polskie papiery wartościowe, a to wpływa na umocnienie się złotego. Na giełdę napływa też świeży kapitał zagraniczny - argumentuje Roman Przasnyski, główny analityk Gold Finance. Z czasem dzięki umacnianiu się złotego możemy spodziewać się potanienia niektórych artykułów importowanych. - Na przykład ceny elektroniki czy sprzętu gospodarstwa domowego nie powinny iść już w górę - uważa Goetig. Ale, niestety, czekają nas też podwyżki. Prawie pewny jest dalszy wzrost cen paliw. - Pod koniec roku i w początkach przyszłego roku, kiedy światowa gospodarka zacznie się ożywiać, popyt na ropę wzrośnie. Wzrost cen paliw spowoduje oczywiście także wzrost kosztów transportu - uważa Grzegorz Ogonek, analityk ING Banku.

Inflacja będzie trzymać się w ryzach także za sprawą kryzysu. Zadziała tu mechanizm związany ze spadkiem popytu. Popyt spadnie, bo rosło będzie bezrobocie, a nasze płace nie będą rosły już tak szybko jak do tej pory. A tutaj, niestety, ekonomiści nie mają dla nas dobrych informacji.
Bezrobocie będzie rosło, mimo że coraz więcej ekonomistów zapowiada rychły koniec kryzysu. Oznaki ożywienia już widać: w USA w lipcu, w porównaniu do czerwca 2009 r., stopa bezrobocia spadła z 9,5 proc. do 9,4 proc. Większość ekonomistów oczekuje, że ożywienie amerykańskiej gospodarki nastąpi w drugiej połowie tego roku. Także Mervyn King, prezes Bank of England, stwierdził wczoraj, że Wielka Brytania ponownie wstąpi na ścieżkę wzrostu gospodarczego w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
- Także polska gospodarka zacznie wkrótce wychodzić z kryzysu, ale - niestety - rynek pracy reaguje z pewnym opóźnieniem - mówi Grzegorz Ogonek z ING Banku.

Większość analityków prognozuje, że już po wakacjach bezrobocie zacznie szybko rosnąć. Wczoraj Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podało, że w lipcu stopa bezrobocia wzrosła do 10,8 proc., z 10,7 proc. w czerwcu. - Spodziewamy się, że w grudniu bezrobocie wzrośnie do 12,9 proc., zaś na koniec przyszłego sięgnie 14,3 proc., swój szczyt osiągając w pierwszym kwartale 2010 r., kiedy bez pracy będzie nawet 15 proc. Polaków - uważa Marta Petka z Raiffeisen Banku. Wraz z bezrobociem coraz wolniej będą rosły nasze płace. Większość analityków spodziewa się, że w przyszłym roku wzrosną one o nie więcej niż 2 proc., a więc poniżej tempa wzrostu inflacji. A jeszcze w ubiegłym roku rosły one w tempie nawet ponad 10 proc. rocznie! Analitycy są jednak pewni: deflacja, która dopadła ostatnio m.in. Niemcy, Polsce zupełnie nie grozi. Jak podał Federalny Urząd Statystyczny w lipcu koszty utrzymania w Niemczech spadły o 0,5 proc. Tak niskiej stopy inflacji nie notowano w Niemczech od ponad 20 lat.

Wiadomości Kraków, Wydarzenia Kraków

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!