66. Tour de Pologne tak naprawdę rozstrzygnął się w piątek, w przedostatnim dniu imprezy, po najtrudniejszym etapie z Krościenka do Zakopanego. Kto liczył na jeszcze jakieś przetasowania na trasie z Rabki do Krakowa, ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
66. Tour de Pologne tak naprawdę rozstrzygnął się w piątek, w przedostatnim dniu imprezy, po najtrudniejszym etapie z Krościenka do Zakopanego. Kto liczył na jeszcze jakieś przetasowania na trasie z Rabki do Krakowa, srodze się zawiódł.


Ale tak gwoli prawdy, to ostatni etap nie przypominał Tour de France, w którym to nic już zmienić się nie może, a ostatni odcinek tego wyścigu słusznie nazywany jest etapem przyjaźni. Z większej grupy oderwało się 11 śmiałków, wśród których byli także ci, którzy mieli niewielką stratę do lidera - Włocha Alessandro Ballana, byli to np. Włoch Marco Marcato, tracący do niego tylko 27 sekund. Szwajcar Michael Albasini, Hiszpan Pablo Lastras niewiele więcej. A do zdobycia były bonifikaty na lotnych premiach (3, 2, 1 sek) i na mecie (10, 6, 4), było więc o co grać.

Uciekinierzy mieli nawet 2.25 min przewagi, a to było już niebezpieczne dla najlepszych. Dlatego więc na czele peletonu mocno pracowały ekipy Lampre, Quick Step, Polski czy Columbii, którym nie pasował ten układ. W Łapanowie, gdzie rozgrywano pierwszą premię, zostało już tylko 1,30 min przewagi, w Wieliczce - 30 km przed metą była tylko minuta zapasu. Peleton dognał śmiałków 10 km później, zanim jeszcze wjechał do centrum miasta. Krakowianom pokazał się najlepszy góral tego wyścigu - Marek Rutkiewicz wraz z Norwegiem Ianem Stannardem, odjeżdżając na ul. Grodzkiej, tam gdzie przed rokiem atakował Marcin Sapa, co m.in. zaowocowało kontraktem z Lampre. Rutkiewicz z Norwegiem przejechali jeszcze przed peletonem całą pierwszą z czterech rund wokół Błoń, gdzie była usytuowana meta i musieli spasować.

Ale Stannard był nieugięty i spróbował jeszcze raz, tym razem z Francuzem Anthonym Rouxem. I tak przejechali drugą rundę. Grupa lidera kontrolowała już wszystko, więc ostatnie dwa kółka, czyli 8 kilometrów wszyscy jechali już razem. Doszło więc do finiszu całego peletonu, z którego najszybszy był Andre Greipel. Polak Maciej Paterski finiszował na 12 pozycji. Ale to Ballan - mistrz świata był najszczęśliwszym człowiekiem tego dnia na Błoniach. Wygrał cały wyścig i w nagrodę odebrał kluczyki do fiata 500 - głównej nagrody.

Polakom pozostała satysfakcja z wysokiego - po raz kolejny - miejsca Rutkiewicza i jego koszulki najlepszego górala, po którą sięgnął po raz pierwszy w Tour de Pologne. Tuż za nim uplasował się inny z naszych reprezentantów - Sylwester Szmyd - ale jeżdżący w Liquigasie. Zapewne jednak Rutkiewicz stanie się wkrótce jego kolegą w zawodowym peletonie w jakiejś grupie zachodniej. Jego bardzo dobra, waleczna jazda nie może zostać nie zauważona przez dyrektorów technicznych tych ekip. Tour de Pologne tak jak przed rokiem, zachwycił tysiące krakowian. Jeszcze nie znamy przyszłorocznej trasy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by 67. Tour też kończył się w stolicy Małopolski, bądź była ona jednym z miast etapowych.

Wiadomości Kraków, Wydarzenia Kraków

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!