500 plus. Pięć lat po starcie programu zasiłek wart jest… 329 zł. Nie zachęca do posiadania dzieci, ale chroni część rodzin przed biedą

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Fot. Olga Goździewska / Polska Press
Za niespełna dwa miesiące, 1 kwietnia, najsłynniejszy program PiS – Rodzina 500 plus – obchodzić będzie swoje pięciolecie. Od 1 lutego rodzice mogą składać wnioski na kolejny okres świadczeniowy, który potrwa od 1 czerwca 2021 r. do 31 maja 2022 r. Wszyscy zdają sobie sprawę, że zasiłek ten nie jest już dziś wart tyle, ile na początku. A ile dokładnie? I czy jego deklarowane przez władzę cele - zmniejszenie sfery ubóstwa wśród rodzin z dziećmi oraz zwiększenie dzietności kobiet w Polsce – są realizowane? Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji niektórzy dorzucają kolejne pytanie: czy świadczenie nie powinno być wypłacane od chwili poczęcia?

FLESZ - Nauczyciele dostaną “gorszą” szczepionkę?

Mało kto pamięta, ale pomysł wprowadzenia (a właściwie przywrócenia – bo przed laty funkcjonowało już tzw. rodzinne) powszechnego świadczenia na dzieci w Polsce pojawił się po raz pierwszy w 2009 r. w kręgach lewicy, a dwa lata później koncepcję zasiłku - 400 zł na każde dziecko – przestawił prof. Julian Marian Auleytner wraz z partią Polska Jest Najważniejsza, stworzoną przez byłych polityków PiS, m.in. Joannę Kluzik-Rostkowską (minister pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a potem szefową jego kampanii prezydenckiej w 2010 r.; dzisiaj w PO), Pawła Kowala, Michała Kamińskiego, Adama Bielana i Marka Migalskiego. Partia się jednak rozleciała i pomysł przepadł.

Nieoczekiwanie w 2014 roku w programie Prawa i Sprawiedliwości pojawiła się zapowiedź wprowadzenia „comiesięcznego dodatku rodzinnego w kwocie 500 złotych na każde drugie, trzecie i kolejne dzieci w rodzinie, przysługującego na każde wychowywane dziecko do 18 roku życia”. Rok później, w kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w październiku 2015, była to już najgorętsza obietnica Beaty Szydło, wytypowanej na stanowisko premiera. Po zwycięstwie i utworzeniu rządu PiS dotrzymał słowa, choć z lekkim poślizgiem: program ostatecznie ruszył 1 kwietnia 2016 r.

Ile było warte 500 zł na dziecko w 2016 r., a ile warte jest dziś?

Wiele rodzin otrzymujących zasiłek porównuje go z wysokością płacy minimalnej lub średniego wynagrodzenia w kraju. Przypomnijmy, że w chwili, gdy 500 plus pojawiło się w programie PiS, płaca minimalna w Polsce wynosiła 1680 zł brutto, natomiast w kampanii 2015 r. było to 1750 zł, by w chwili uruchomienia programu wzrosnąć do 1850 zł. Nawet jeśli przyjmujmy jako bazową tę ostatnią wartość, to wyjdzie nam, że zasiłek stanowił wówczas 27 proc. płacy minimalnej. Gdyby chcieć utrzymać te proporcje, to dzisiaj (przy płacy minimalnej 2800 zł) musiałby wynosić nominalnie 756 zł. A wynosi bez zmian – 500 zł. Albo inaczej: siłę nabywczą popularnego „pińćset” można dziś oszacować na ok. 329 zł z chwili startu programu w 2016 r.

Zbliżone wartości otrzymamy, jeśli porównamy zasiłek 500 plus ze średnim wynagrodzeniem krajowym: w 2016 r. wynosiło ono 4 tys. zł z groszami, a dziś przekracza mocno 5,5 tys. zł. Mówiąc najprościej: pięć lat temu na średnią krajową składało się osiem zasiłków 500 plus, a dziś już jedenaście. Co dowodzi, że waga świadczenia w domowych budżetach znacznie zmalała – wciąż jednak jest to dla wielu znaczący zastrzyk gotówki. Zwłaszcza że od 1 lipca 2019 r. program został rozszerzony na każde dziecko - niezależnie od dochodów na głowę - co poprawiło możliwości finansowe średniozamożnych (najubożsi już wcześniej korzystali z zasiłku „od pierwszego dziecka”). Jak bardzo?

Aż 108 tysięcy złotych na dziecko! (przez 18 lat)

Miesięczny dochód przeciętnej polskiej rodziny z dwójką dzieci wynosi obecnie ok. 6 tys. zł netto, więc dorzucenie do tego 1 tys. zł na pewno pomaga. Efekt ten jest jeszcze widoczniejszy w domach o niższych zarobkach, a takich jest przecież wiele, a także w rodzinach wielodzietnych (rekordziści otrzymują po 5-6 tys. zł miesięcznie). Co ósma para w Polsce utrzymuje się z zarobków tylko jednej osoby, a wtedy – przy dwójce nieletnich dzieci – zasiłek z 500 plus stanowi od jednej czwartej do nawet jednej trzeciej dochodów.

Z drugiej strony wielu ekonomistów wskazuje, że największy wpływ na poprawę warunków życia rodzin z dziećmi miał w ostatnich latach szybki rozwój gospodarki przy jednoczesnym spadku liczby Polaków wkraczających na rynek pracy; szukające pracowników firmy miały coraz większe problemy z pozyskaniem kadr i oferowały solidne podwyżki pensji, niejednokrotnie mocno przewyższające wysokość zasiłku z 500 plus. Przypomnijmy: średnia płaca krajowa wzrosła w ciągu pięciu lat o 1500 zł brutto, czyli równowartość trzech zasiłków; w samym tylko pandemicznym roku 2020 ów wzrost wyniósł 370 zł brutto…

Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej wylicza, że od kwietnia 2016 r. do końca roku 2020 do rodzin w całej Polsce trafiło w ramach programu 500 plus 134,4 mld zł (w Małopolsce 12,8 mld złotych). Świadczenie przysługuje obecnie blisko 6,6 mln dzieci (w Małopolsce otrzymuje je 605 tys.). Resort przypomina, że w przypadku przeciętnego noworodka łączna wartość świadczenia – do chwili osiągnięcia pełnoletności – wyniesie przez 18 lat (do chwili osiągniecia pełnoletności) 108 tys. złotych. To równowartość dobrego nowego auta lub 25-metrowej kawalerki w mniejszym mieście.

Na co (nie) pomaga 500 plus? „Dla paru stówek Polka rodzić nie będzie”

Przez pierwsze dwa lata obowiązywania zasiłku rząd chętnie akcentował jego wpływ na demografię – czyli wzrost dzietności kobiet. Wskazywał, że w 2017 r. znacznie więcej Polek niż dwa lata wcześniej zdecydowało się na urodzenie drugiego i trzeciego dziecka. Demografowie dość zgodnie kwestionują tę narrację, zwracając uwagę na inne czynniki, które mogły się przyczynić do chwilowej poprawy dzietności.

Chodzi przede wszystkim o relatywnie dużą liczbę Polek w starszym wieku rozrodczym (od 30 lat w górę), które z różnych powodów (zwłaszcza spowolnienia gospodarczego wywołanego kryzysem z końca pierwszej dekady XXI wieku i dużego wzrostu bezrobocia) odsuwały w czasie kolejną ciążę. Kiedy sytuacja gospodarcza na całym świecie, także w Polsce, zaczęła się poprawiać, bezrobocie spadło i pracodawcy zaczęli podnosić płace (w niektórych profesjach, np. w handlu, były to bardzo wyraźne podwyżki), kobiety te zdecydowały się na drugie lub (znacznie rzadziej) trzecie dziecko. A przy okazji załapały się na nowy zasiłek. Zwrot „przy okazji” ma tu kluczowe znaczenie: mało kto decydował się na dziecko Z POWODU wprowadzenia 500 plus, choćby dlatego, że podstawowe wydatki związane z każdą nową pociechą mocno przewyższają kwotę tego zasiłku.
Eksperci Instytutu Badań Strukturalnych wskazują, że większą zachętą do rodzenia niż 500 plus były liczne zmiany wprowadzone w XXI wieku przez kolejne rządy, przede wszystkim PO-PSL: mocno wydłużono długość urlopu opiekuńczego, wprowadzono nowe świadczenie rodzicielskie dla osób niepracujących i ubezpieczonych w KRUS, zmieniano wysokość i zasady przyznawania ulg podatkowych na dzieci czy też mechanizmy łączące politykę społeczną z rynkiem pracy (m.in. "złotówka za złotówkę", kryteria dochodowe przy świadczeniach rodzinnych itp.). Dzięki olbrzymim publicznym inwestycjom i wydatnemu zwiększeniu nakładów na opiekę nad dziećmi radykalnie poprawił się dostęp do żłobków i przedszkoli. Wszystko to długofalowo podnosiło poczucie bezpieczeństwa Polaków rozważających posiadanie pierwszego lub kolejnego dziecka. A poczucie bezpieczeństwa ma tutaj fundamentalne znaczenie.

Od 2018 roku – przede wszystkim z uwagi na dominujące w młodszych grupach wiekowych niże demograficzne (co oznacza mniej kobiet w wieku rozrodczym), a także radykalne zmiany podejścia do formalizowania związków i posiadania dzieci wśród mieszkańców polskiej wsi - maleje liczba par, które mogłyby, a zarazem chciałyby mieć dzieci. W efekcie od kilku lat ponownie spada w Polsce liczba urodzeń – i to do najniższych poziomów w tym stuleciu. Co więcej, w zeszłym roku (podobnie jak w 2019) przyszło na świat mniej Polaków niż rząd założył w prognozach towarzyszących ustanowieniu programu w 2016 r.

Zaledwie 355 tys. urodzeń za cały 2020 r. wobec 375 tys. w 2019 r i ponad 400 tys. w 2016 r. uznać trzeba za zapaść. Pamiętając wszakże, że najbardziej pesymistyczna prognoza GUS mówiła o 330 tys. w 2020 r., więc można się pocieszać, iż mogło być jeszcze gorzej. Co rząd czasem robi, przypisując „sukces” efektowi programu 500 plus…

Niestety, wskaźnik dzietności kobiet (pokazujący, ile urodzonych dzieci przypada na statystyczną kobietę w wieku rozrodczym), który w 2017 r. wzrósł do 1,45 (z 1,29 dwa lata wcześniej) przestał rosnąć, a nawet znowu spadł (do 1,42). To w żadnym razie nie zapewnia tzw. odtwarzalności pokoleń (wskaźnik musiałby wynosić powyżej 2), w efekcie czego populacja Polek i Polaków będzie się nadal kurczyć.

Efekt ten potęguje pandemia, podczas której Polska (podobnie jak inne kraje) notuje olbrzymią nadumieralność nie tylko z powodu zakażenia covidem, ale też w grupie osób cierpiących na inne poważne choroby. W 2020 umarło o 70 tys. Polek i Polaków więcej niż średnio w latach poprzednich (a czego 40 tys. to ofiary covidu). A urodziło się znacznie mniej. W rezultacie – jak szacuje GUS - ludność naszego kraju zmniejszyła się o ok. 115 tys. To smutny rekord od czasów II wojny światowej.

Prof. Piotr Szukalski, znany demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, przewiduje w 2021 r. dalszy spadek dzietności Polek – również dlatego, że ubywa kobiet w wieku rozrodczym, co jest efektem zmniejszonej dzietności w latach 1983–2003. Przez pandemię zmalała także liczba małżeństw, zarazem w wielu związkach pojawiły się obawy o przyszłość. Dotyczy to przede wszystkim tysięcy młodych Polaków czerpiących dochody z branż najsilniej dotkniętych koronakryzysem. Niepokój kobiet wzmogło też orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego pod wodzą Julii Przyłębskiej, „odkrycia towarzyskiego” Jarosława Kaczyńskiego, zaostrzające de facto ustawę antyaborcyjną. Coraz więcej ekspertów ostrzega, że rozwiązanie, które – w intencji prezesa PiS i jego sojuszników z Solidarnej Polski – ma „chronić życie”, może się przyczynić do pogłębienia spadkowego trendu dzietności polskich kobiet. W miejsce wcześniejszego poczucia bezpieczeństwa pojawił się bowiem strach przed patologiczną ciążą i jej tragicznymi skutkami.

W takich realiach zasiłek 500 plus, którego realna wartość – wraz z inflacją (a Polska ma niemal najwyższą w Europie) - stale spada, nie zachęci żadnej Polki do rodzenia.

500 plus od chwili poczęcia?

Wspomniane orzeczenie TK Przyłębskiej ma jednak inny – zgoła nieoczekiwany przez PiS - związek z programem 500 plus. Po publikacji wyroku poseł Lewicy Marek Rutka zwrócił się do ZUS o wypłatę dodatkowych 4500 zł „ zaległego świadczenia”. Argumentuje, że należy się ono jego córce nie od dnia narodzin (jak chce ZUS), lecz od momentu poczęcia.

- Wyrok TK stwierdza jasno, że od chwili poczęcia to jest już człowiek, a nie płód, więc przysługują mu określone prawa. Także i świadczenia finansowe - tłumaczy poseł, który złożył już stosowny wniosek w swoim oddziale ZUS w Gdyni.

Kopia jego pisma robi furorę w mediach społecznościowych, wielu ludzi zastanawia się, czy nie skierować podobnych wniosków – o wypłatę „zaległych zasiłków” na swoje dzieci. Przy 6,6 mln uprawnionych rząd musiałby wypłacić aż 59,4 mln dodatkowych świadczeń, co kosztowałoby blisko 30 mld zł.

- Cóż, władza powinna być tutaj konsekwentna – kwituje poseł lewicy.

Wideo

Materiał oryginalny: 500 plus. Pięć lat po starcie programu zasiłek wart jest… 329 zł. Nie zachęca do posiadania dzieci, ale chroni część rodzin przed biedą - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie