Aby się zemścić, podrzucili koledze pół kilo amfetaminy, sąd skazał ich na więzienie i kazał zapłacić zadośćuczynienie

Paweł Michalczyk
Archiwum
Dwóch mężczyzna wpadło na oryginalny pomysł, jak zemścić się na swoim koledze. Podrzucili mu blisko pół kilograma narkotyku i zawiadomili policję, że jest dilerem. Wszystko jednak było szyte na tyle grubymi nićmi, że intryga doprowadziła Adama C. i Piotra L. przed sąd. Obaj usłyszeli wyrok skazujący.

Był luty 2016 roku. Policja w odstępie jednego dnia odebrała dwa zgłoszenia od różnych osób o tym, że Józef O. posiada 475,99 gramów amfetaminy. Narkotyki miały się znajdować w jego nowo wybudowanym domu oraz w samochodzie marki mercedes. Śledczy podjęli temat, ale jednocześnie ich podejrzenia wzbudziło samo zawiadomienie.

Jedno ze zgłoszeń dotyczyło przechowywania narkotyków w domu mężczyzny, a drugie - w jego samochodzie. Oba z wysoką precyzją - jak podkreślał sąd - „praktycznie co do centymetra” - wskazywały, gdzie ukryte są środki odurzające.

- Nie jest możliwym, aby osoba postronna, niemająca naocznej wiedzy, gdzie te narkotyki się znajdują, takiego zgłoszenia dokonała - zwracał uwagę sędzia Jaromierz Sobusiak z Sądu Rejonowego w Brzesku.

Jego zdaniem, oskarżeni na użytek postępowania wymyślili wytłumaczenie, że o miejscu ukrycia narkotyków powiedział im sąsiad Józefa O. Problem w tym, że w chwili procesu już nie żył i nie było jak zweryfikować tej informacji.

Jeden z oskarżonych bronił swoich racji, próbując dowodzić, że kilkanaście razy zawiadamiał służby o tym, że Józef O. jest dilerem narkotykowym. Według sądu, nie było na to dowodów w krakowskim ani sądeckim oddziale CBŚ, ani w biurze spraw wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Krakowie. Adam C. był według sądu częstym gościem tych jednostek, próbując zainteresować je osobą Józefa O,. ale nie było wówczas mowy o wątku narkotykowym.

Uwagę śledczych wzbudził też fakt, że Adam C. i Piotr L. dzwonili na policję z aktywowanych na ten użytek numerów telefonu. Żaden z nich nie służył do wykonywania innych połączeń, ani wychodzących, ani przychodzących. - Miało to na celu, żeby oskarżeni nie zostali wykryci - uznał sąd.

Fakt, że oba doniesienia na policję dzielił tylko jeden dzień i oba były wykonane ze świeżo aktywowanych numerów, które następnie zamilkły, doprowadziło sąd do kolejnego wniosku - że działania oskarżonych musiały być skoordynowane.

Sąd wymierzył obu oskarżonym karę roku i trzech miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności oraz wypłatę na rzecz pokrzywdzonego po 20 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (zatrzymanie, zarzuty oraz utratę dobrego imienia w środowisku lokalnym).

Uzasadniając wysokość kary, sąd tłumaczył, że społeczna szkodliwość czynu obu mężczyzn była bardzo znaczna. Józefowi O. mogło bowiem grozić nawet do 10 lat więzienia.

WIDEO: Ranking najpopularniejszych postanowień noworocznych

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie