Gmina Drwinia. W wypadku motocyklowym stracił obie nogi, Marcin zbiera na protezy, które ułatwią mu normalne funkcjonowanie

Paweł Michalczyk
Paweł Michalczyk
Marcin Pląder 20 czerwca uległ wypadkowi, w którym stracił obie nogi, teraz zbiera na protezy, które pomogą mu choc częściowo odzyskać sprawność
Marcin Pląder 20 czerwca uległ wypadkowi, w którym stracił obie nogi, teraz zbiera na protezy, które pomogą mu choc częściowo odzyskać sprawność archiwum prywatne
Udostępnij:
20 czerwca życie pana Marcina legło w gruzach. Z niezrozumiałych powodów jego motocykl wpadł w drgania na równej nawierzchni przy prędkości ok. 70/80 km/h. Aby się ratować, kierowca zeskoczył z pojazdu, niestety wpadł wprost na znak drogowy, a siła uderzenia odcięła mu obie kończyny. Mężczyzna nie załamał się jednak, walczy o odzyskanie sprawności, a mają mu w tym pomóc specjalne protezy.

FLESZ - Wjazd samochodem do centrum niemożliwy?

To była niedziela, pogoda zachęcała do wypadku nad wodę. 26-letni Marcin Pląder wraz z ekipą przyjaciół na motocyklach wybrali się na kąpielisko w Radłowie. Jeden z uczestników eskapady eksportował kolegów z samochodu. Gdy dotarli do Niedar, na drodze wojewódzkiej nr 964 motocykl pana Marcina zaczął się dziwnie zachowywać.

- Zaraz za zakrętem motocykl wpadł w drgania Shimmy przy normalnej prędkości (70-80km/h) i dobrej nawierzchni. Z początku próbowałem walczyć o motocykl, prędkość malała i już było dobrze, jednak w pewnym momencie motocykl prawie mnie z siebie zrzucił - wspomina mężczyzna. Wbrew jego woli motocykl zaczął przyspieszać, a tor jazdy był coraz mniej stabilny. - Gdy motocykl zbaczał z drogi na wał przeciwpowodziowy prosto na barierę energochłonną postanowiłem jednak zeskoczyć - opowiada dalej pan Marcin. Pech chciał, że element motocykla pchnął kierowcę w stronę ulicy, wprost na znak drogowy z ograniczeniem prędkości do 70 km/h.

- Myślę, że w momencie uderzenia w barierę prędkość oscylowała około 70-80km/h. W locie, gdy uderzyłem w znak, nie czułem ucięcia nóg.

Na szczęście, tuż przed wypadkiem zdołał wyprzedzić eskortujący ekipę samochód, w przeciwnym mógłby nie doczekać na pomoc w odpowiednim czasie. - Chciałem wstać, ale nie było już na co, ból pojawił się, gdy popatrzyłem na moje kończyny.

Kolega motocyklisty wezwał pomoc. - Z telefonem w ręku rozmawiał z dyspozytorem i drugą ręką polewał asfalt pode mną, bo był gorący, robił opaskę uciskową z paska i podkoszulka. Pomagał jak mógł i jemu zawdzięczam życie.

Najpierw przybyli strażacy, później karetka pogotowia i śmigłowiec. - Ból był kosmiczny, nie wiem, jak go opisać, natomiast od momentu uderzenia wszystko pamiętam i nawet na moment nie straciłem przytomności. Dyspozytor wysłał karetkę która przyjechała po 30 minutach i wtedy lekarze założyli klamry uciskowe, dziękuję za to, że w ogóle się zjawili i dziękuję za udzieloną pomoc. Żyły miałem już zapadnięte i lekarz przeklinał pod nosem, że jest nie dobrze. Obok stali moi przyjaciele (motocykliści), tata, mama, brat, znajomi, którzy nie dowierzali, co się stało. Chwilę później lekarz się wkłuł w żyłę, podano płyny, przełożono na nosze i przeniesiono do helikoptera. Prosiłem o lek przeciwbólowy, nie wiem czy mi go podano, bo nie czułem ulgi, ale lekarz twierdził, że dano duże ilości.

Gdy śmigłowiec wylądował na terenie Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, pan Marcin stracił przytomność. Podczas operacji amputowano mu obie nogi, ale doznał też innych urazów. - Włożono lewą rękę w szynę, zszyto prawy łokieć, ponieważ kość była na wierzchu. Wybudzono mnie w poniedziałek między 11-12 godziną w południe, wyciągnięto rurkę intubacyjną i kazano spać dalej. Następnego dnia poinformowałem rodzinę, że jest dobrze. Mężczyzna wyszedł ze szpitala po ponad dwóch tygodniach od wypadku.

Po wypadku mężczyzna nie wrócił do swojego mieszkania, które było na czwartym piętrze w bloku bez windy i wyposażenia dla osób niepełnosprawnych, ale mieszka u brata koło Drwini. Nie załamał się, choć wypadek udaremnił jego marzenia o zmianie pracy. Tuż przed wypadkiem skończył kurs na prawo jazdy kategorii C+E, planował zostać kierowcą ciężarówek. Niestety, nie zdołał podejść do egzaminu.

Obecnie pan Marcin systematycznie się rehabilituje. Oprócz tego leczy się na bóle fantomowe oraz oczekuje protezy. Prawdopodobnie będzie je miał z początkiem listopada. Marzenie, mężczyzny jest jednak zdobycie nowoczesnych protez, które pomogą mu zminimalizować skutki braku własnych nóg. Protezy z elektronicznymi przegubami pozwoliłyby panu Marcinowi wrócić też do swojego mieszkania w bloku. Niestety, protezy z przegubami elektronicznymi kosztują ok. 360 tys. zł. Dlatego z pomocą bliskich i przyjaciół zbiera pieniądze na ich zakup.

- Oczywiście nie przywrócą mi takiej samej sprawności, natomiast będę mógł aktywnie spędzać czas i robiąc część rzeczy, które sprawiały mi przyjemność - przyznaje 26-latek.

W serwisie zrzutka.pl trwa zbiórka na protezy dla pana Marcina (zrzutka.pl/67gpfy). Do tej pory wsparło ją już ponad 500 osób, które przekazały ponad 60 tys. zł. To ok. 19 procent potrzebnej sumy.

Masz informacje? Nasza Redakcja czeka na #SYGNAŁ

Wideo

Materiał oryginalny: Gmina Drwinia. W wypadku motocyklowym stracił obie nogi, Marcin zbiera na protezy, które ułatwią mu normalne funkcjonowanie - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie