Szeroko zakrojone poszukiwania Grażyny Kuliszewskiej koło Borzęcina nie przyniosły rezultatu. Wyjaśnianie sprawy trwa

Paweł Michalczyk
Paweł Michalczyk
Trzysta osób zaangażowało się w społeczną akcję poszukiwania zaginionej Grażyny Kuliszewskiej. W lasach na pograniczu Borzęcina i Bielczy nie znaleziono jednak nic, co wyjaśniałoby zaginięcie 35-letniej kobiety.

Sobotnie poszukiwania zostały zorganizowane za pośrednictwem Facebooka przez bratową i sąsiadkę Grażyny Kuliszewskiej. Oprócz osób prywatnych, w akcję zaangażowała się policja i straż pożarna, pracownicy urzędu gminy Borzęcin, miejscowego ośrodka kultury oraz grupy poszukiwawcze. Komenda Główna Policji udostępniła nowoczesny sprzęt.

Po odprawie na szkolnym parkingu, uczestnicy zostali przewiezieni autobusem w rejon żwirowiska Bielcza-Krężel. Tam miało po okiem policjantów z komendy wojewódzkiej miejsce szkolenie i podział na sześcioosobowe grupy. Każda z grup miała za zadanie przeszukać teren, zaznaczony na urządzeniu GPS.

Poszukiwania prowadzono w lasach i na bagnach, w sumie przeczesano ok. 400 hektarów terenu. „Część terenów, w tym wokół żwirowisk była już wcześniej typowana przez śledczych i przeszukana - teraz, gdy do dyspozycji było o wiele więcej osób, powiększono obszar działania” - poinformował w podsumowaniu akcji wójt Janusz Kwaśniak.

Niezależnie od tej akcji, strażacy z jednostek ochotniczych przeszukiwali okolice przysiółka Czarnawa, m.in. okolice akwenów, międzywala i koryta rzeki Uszwicy.

Organizatorki akcji są bardzo wdzięczne za odzew, z jakimm spotkał się ich internetowy apel. - Mimo, że nic nie znaleźliśmy, jesteśmy pod wielkim wrażeniem, że ludzie się zjednoczyli. Była solidarność i chęć niesienia pomocy drugiemu człowiekowi - mówi Celina Wróbel, bratowa zaginionej. - Cały czas mamy nadzieję, że sprawa się wyjaśni i będzie miała pozytywne zakończenie - dodaje.

Swojej wdzięczności wszystkim nie kryje też mąż zaginionej kobiety. Czesław Kuliszewski uważa jednak, że jego żona żyje i wróciła do Wielkiej Brytanii. - Dziwne tylko jest to, że do dziś nikt mi nie powiedział, z jakiego miejsca było logowanie na instagramie żony - przyznaje. Do logowania miało dojść w nocy z 18 na 19 stycznia, a jako dowód znajomi zaginionej ujawniają zrzut z ekranu smartfona.

Mąż zaginionej prowadzi też poszukiwania na własną rękę. W styczniu wynajął agencję detektywistyczną. - Myślę że wszytko trzeba sprawdzić - przyznaje.

W poniedziałek warszawski detektyw opublikował pierwszy komunikat. - Posądzany o zabójstwo żony Grażyny Kuliszewskiej został przebadany wariografem. Badaniu poddał się dobrowolnie i powtarza, że nie ma nic wspólnego z zaginięciem żony - napisał na Twitterze Bartosz Weremczuk. Z naszych informacji wynika, że badanie zostało przeprowadzone 14 stycznia przez polską policję.

Agencja Weremczuk & Wspólnicy opublikowała również na Facebooku komunikaty o zaginionej po angielsku i arabsku. Zawierają one przypuszczenie, że 35-latka może posługiwać się innymi danymi osobowymi. W tym tygodniu detektywi pracowali w Londynie.

W środę w zbiornikach wodnych w rejonie Borzęcina trwały poszukiwania z udziałem specjalnej grupy płetwonurków. Do chwili zamknięcia tego numeru nic jednak nie znaleziono. - Czynności poszukiwawcze będą kontynuowane - zapowiada prokurator Mieczysław Sienicki.

ZOBACZ KONIECZNIE

WIDEO: Czego absolutnie nie może jeść pies?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Może pojechała do Syrii.

Dodaj ogłoszenie