Tarnów. Członkowie gangu kantorowców skazani na dożywocie, jednak nie wszystkie napady udało się wyjaśnić

Robert Gąsiorek
Robert Gąsiorek
Tadeusz G. był niepozornym rolnikiem spod Kielc, hodowcą truskawek. Okazał się jednak mózgiem gangu kantorowców. To on typował ofiary i brał udział w napadach.
Tadeusz G. był niepozornym rolnikiem spod Kielc, hodowcą truskawek. Okazał się jednak mózgiem gangu kantorowców. To on typował ofiary i brał udział w napadach. Robert Gąsiorek
Udostępnij:
To była jedna z najgroźniejszych grup przestępczych w powojennej Polsce. Udowodniono im wiele brutalnych napadów na pracowników i właścicieli kantorów. Działali głównie na południu kraju. W Tarnowie z ich ręki zginął pracownik kantoru. Dwa tygodnie wcześniej napadnięto właściciela punktu wymiany walut w Dębicy. Ten ostatni przeżył, śledczy i ten napad przypisali na konto gangu kantorowców. Sąd jednak nie znalazł na to dowodów.

FLESZ - Jest szczepionka na malarię!

W latach 2005-2007 na właścicieli i pracowników kantorów w Polsce padł blady strach. Media regularnie donosiły o kolejnych brutalnych napadach na osoby z ich kręgu. Sprawcy byli bezlitośni. Atakowali zazwyczaj, gdy ofiary wracały z pracy. Wcześniej były obserwowane, bandyci doskonale znali ich zwyczaje i otoczenie.

- Najpierw strzelali, by zabić, później przeszukiwali ofiary w poszukiwaniu pieniędzy. Nie okazali cienia litości pokrzywdzonym - mówił w uzasadnieniu wyroku Tomasz Kozioł, sędzia Sądu Okręgowego w Tarnowie. Na wyroki dożywocia skazał ostatnio Tadeusza G.- lidera gangu, oraz Wojciecha W., który zazwyczaj pociągał za spust podczas napadów.

Brutalne napady z bronią w ręku w Małopolsce i na Podkarpaciu

Gangsterzy zostali skazani przez tarnowską Temidę za zabójstwa pięciu osób.

Pierwszy z tych krwawych dramatów rozegrał się 16 listopada 2006 roku w Ostrowie koło Rzeszowa. Na posesji domu Antoniego B., który prowadził kantor wymiany walut, doszło właściwie do egzekucji. Biznesmen przebywał wtedy w towarzystwie dwóch pracowników. Napastnicy uzbrojeni w pistolet maszynowy CZ i pistolet Luger uśmiercili Antoniego B. oraz jednego z jego podwładnych. Trzeciego, rannego mężczyznę, udało się uratować dzięki szybkiej pomocy lekarzy.

Niecały miesiąc później bandyci znowu zaatakowali. Tym razem na celownik wzięli Zygmunta G., właściciela kantoru w Przeworsku na Podkarpaciu. Strzelili mu prosto w głowę i zrabowali 100 tys. zł. Przy okazji zabili Marię P., partnerkę mężczyzny.

29 stycznia 2007 roku w Tarnowie zginął Mieczysław R., formalnie pracownik kantoru, który był własnością jego córki. Kule dosięgły go między blokami, gdy wieczorem wracał po pracy. Wojciech W. wystrzelił w jego kierunku cztery pociski z pistoletu P -83. Trzy z nich trafiły tarnowianina w głowę i tułów. Ofiara nie miała przy sobie żadnej gotówki.

Chciał obciążyć swoich kompanów i obwinić ich za napad w Dębicy

Prokuratura Krajowa oskarżała również Tadeusz G. o udział w napadzie na właściciela kantoru w Dębicy, do którego doszło zaledwie dwa tygodnie przed zbrodnią w Tarnowie. Śledczy byli pewni, że w przestępstwie pomagał mu Adam M.

Niedoszła ofiara relacjonuje, że jeden z napastników podszedł do niego i wyciągnął broń z reklamówki. Dębiczanin wytrącił pistolet z rąk napastnika. Po krótkiej szamotaninie sprawca uciekł, gubiąc po drodze pistolet maszynowy CZ.

Tadeusza G. i Adama M. obciążały zeznania Wojciecha W. On sam, chociaż nie brał udział w tym zdarzeniu, przekazał prokuratorowi, że to właśnie jego kompani odpowiadają za akcję w Dębicy.

Sąd nie dał jednak wiary tym zeznaniom.

- Relacja przedstawiona przez W. na temat tego zdarzenia nie jest w pełni spójna z rzeczywistym obrazem zdarzenia, który został ustalony na podstawie zeznań pokrzywdzonego - mówi sędzia Tomasz Kozioł.

Zwraca uwagę na osobisty konflikt pomiędzy Wojciechem W. a Adamem M. W dodatku napadnięty właściciel kantoru podczas okazania mu podejrzanych, nie potwierdził, by to właśnie któryś z nich go napadł. Wskazał nawet na inne osoby, które miały być podobne do napastnika.

Od tego czynu Tadeusz G. i Adam M. zostali uniewinnieni.

Niewyjaśnione zbrodnie w Bochni i Machowej

Ta sprawa jest już zamknięta, ale do dziś na wyjaśnienie czeka inne głośne zabójstwo pracownika kantoru. 27 października 2014 roku w Bochni 41-letni mężczyzna zginął od dwóch ran postrzałowych. Kule dosięgnęły go, gdy wysiadał z samochodu pod blokiem na ul. Legionów Polskich. Napastnik żądał pieniędzy, które bochnianin miał w zielonej torbie. I choć je otrzymał i tak pociągnął za spust.

Po dwóch latach umorzono postępowanie w sprawie tego zabójstwa, ale dziś śledczy nie chcą mówić o szczegółach.

- Udzielanie jakichkolwiek informacji dotyczących stanu tego postępowania nie jest możliwe z uwagi na dobro tegoż śledztwa - poinformowała naszą "Gazetę Tarnowską" Katarzyna Duda, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Krakowie.

Tej zbrodni nie przypisano gangowi kantorowców, bo ten wpadł siedem lat wcześniej. Może ona być natomiast łączona z innym głośnym zabójstwem pod Tarnowem. Mowa o śmierci Andrzeja P. z Czarnej Tarnowskiej w 1992 roku. 40-latek, który zajmował się handlem walutami w Tarnowie, wracając do domu, został zaatakowany w Machowej przez nieznanych sprawców. Zginął od rany postrzałowej głowy. Prawdopodobnie napastnicy zabrali sporą ilość dolarów, które miał przy sobie Andrzej P.

W tej sprawie do tej pory nikomu nie postawiono zarzutów.

Wideo

Materiał oryginalny: Tarnów. Członkowie gangu kantorowców skazani na dożywocie, jednak nie wszystkie napady udało się wyjaśnić - Tarnów Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie